Własne 4 kółka

W końcu! Doczekaliśmy się, radość ogromna, szarża chodnikami i zawierucha na Mydlicach. Dzieci dostały wymarzone rowery. Lepiej późno niż wcale!

zdjecie

Advertisements

Zmiany

 

 

To jest wzruszające. Na początku miesiąca ostatni raz opłacałam żłobkowy kwitek Pana Tymona nr 64/2013, a dziś jak co poniedziałek dawałam mu piżamkę do spania w żłobku z tym, że OSTATNI RAZ!

zdjecie

Kończy się przygoda ze żłobkiem, zaczyna się przedszkole. Maja nieustannie zasypuje brata opowieściami, jak to super jest chodzić do przedszkola. Czy woli być Skrzatem, czy Misiem? “Bo wiesz…Misie śpią a Skrzaty nie” bez wahania pada wybór Skrzaty.

Pamiętam jak dziś, dzień w którym zdecydowałam, że chcę wrócić do pracy, miałam dość siedzenia w domu. Dodam, że Tymon był mega energicznym dzieckiem, decyzja zapadła szybko, Tymon dostał miejsce i za 3 dni zaczynał przygodę. Tak jak przypuszczaliśmy, to był strzał w 10. Młody pokochał żłobek od pierwszej chwili, w końcu się działo, były dzieci, było jedzonko dobre, były piosenki i wierszyki proste. Bywało i tak, że nasz chłopak płakał kiedy w czasie weekendu przejeżdżaliśmy koło żłobka “ja chcę tam! ja chcę tam!”.

Przez 1,5 roku ciocie się nim wspaniale opiekowały. Uczyły, pomagały, bawiły. Jesteśmy im bardzo wdzięczni!

Aktualnie bardzo intensywnie się uczy zwrotów grzecznościowych, wiadomo, ciocie chcą też wypaść, jak najlepiej przy przenosinach. Nie sposób nie wspomnieć co jest ulubioną zabawą Tymona – czesanie. Czesze Ciocię Kochaną (swoją ulubioną) i siebie każe czesać. W piątek na przykład wrócił z czterema kucykami i różową spinką…

IMG_20140818_224203

20140822_152850

 

Update z 29.08.2014

 

To, dziś jest ten ostatni dzień. Tymek mówił, ze cały dzień będzie tulił i całował ciocie. Zdarzyła nam się próba uwiecznienia dzisiejszego dnia na zdjęciu ale fotograf i aparat bardzo średnio się spisali. Jednak zawsze jakaś pamiątka nam zostaje. Poniżej zdjęcia z pierwszego dnia, zaraz przed wyjściem do żłobka i dziś – ostatniego 🙂 1,5 roku zleciało.

collage

collage1

3 latka!

9 sierpnia był dniem świętowania urodzin Tymona. 3 latka kurna, wow. Z tej okazji zaprosiliśmy dziadka, 2 babcie, prababcię i ciocię Martynę. Następnego dnia przyszła też ciocia Anita i wujek Kamil, radość wielka i szaleństwo. 

Co roku pocieszaliśmy się z Pawłem, że za rok Tymon będzie bardziej ogarnięty (czyt. grzeczny). Można uznać, że te 3 latka faktycznie mają coś w sobie. To jest już wiek w którym dużo można się dogadać, powoli znikają bunty (pewnie jeszcze wrócą), są żarty, są popisy, jest ok. 

W tym tygodniu idziemy kupić rowerki dla Mai i Tymona. Po części dzięki hojności rodziny. Dziękujemy w imieniu dzieciaków.

collage

Wesołe!

Zmęczeni, lekko skacowani ale pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka. Wczoraj, w niedzielę. Taki weekend dopięty na ostatni guzik nam się zrodził bo sobotnie, poranne spotkanie z Olafem, impreza urodzinowa Tymona, tańce hulanki, swawole, bo wyjazd na karuzele, bo kolejna impreza urodzinowa. Czekanie w 50 m kolejce, w 30 stopniowym upale nie jest fajne – to na pewno.

collage4

Kto się najbardziej cieszył? Wiadomo – dzieci. Kto najmniej a wręcz wpadł w czarną rozpacz? Wiadomo – Paweł. Nie wiem, jak 30 letni facet może się popłakać na samolotach ale ok. Dobra, już się nie będę śmiała z niego, skupmy się na dzieciach. Radość, krzyki, wrzaski, podniecenie milion. No są do tego stworzeni, jak chyba większość młodych. Oczywiście będzie relacja foto.

collage7collage6collage5collage3


 

40 km

collage1

Tak, znów popchnęło nas w niedzielę w kierunku rowerów. Co możemy poradzić na to, że Badury uwielbiają rowery. Młode nie mogą doczekać się, kiedy dostaną swoje własne, już niedługo! Trochę się tego obawiamy bo póki mamy ich w fotelikach za sobą, póty to my decydujemy i możemy się relaksować psychicznie. Gonienie ich będzie pewnie na początku trochę stresujące i trudne organizacyjnie.

10572792_10203517974781505_1762207459_n

Tym razem pojechaliśmy znów na Pogorię III,  stamtąd tradycyjnie na jedzonko i picie koło Pogorii IV.  Udało nam się nie wjechać na “szlak pustynny”. Droga była piękna, miła, przyjemna. Natura, upał, pot i łzy. Z Pogorii IV niemal przypadkowo trafiliśmy na skrót na Pogorię I, pierwszy raz uderzyliśmy tam rowerkami i była radość nowego odkrycia. Kolejny odpoczynek, kolejne lody, kolejna kiełbaska z grilla i…rowerek wodny. Mało nam chyba było. Dzieciaki byly bardzo zadowolone z pływania po wodzie, nigdy wcześniej tego nie robiły. Korciło strasznie wskoczenie do wody ale….matko opamiętaj się! Jednak dzień nie skończył się bez kąpieli, kolejny przystanek Pogoria III, kąpiel, lody, piwko i do domku. Kocham Was bardzo ale jak zachowujecie się tak jak wczoraj, to jesteśmy w siódmym niebie. Ideały!

Następnym razem może nam się uda pojechać z Olafem, o!

collage collage1 collage2 collage3

Rowery na pustyni

Zacznę od najważniejszego – dzieci były bardzo grzeczne, nad wyraz dojrzałe, przyjemne i wesołe. No takie powinny być zawsze, oczywiście. Nie czarujmy się jednak, tak jak każdy z nas mają humorki, czasem potrafią tym nieźle namieszać. Na szczęście nie tym razem!  A “raz” był nieprzeciętny…

Niedzielny poranek zapowiadał nam dalszy ciąg upałów. Postanowiliśmy jechać sprawdzić nową trasę na rowerach, z samego rana, żeby uciec przed największym skwarem. O 10 już wiatr we włosach zagościł. Najpierw kierunek Pogoria III, później Pogoria IV. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem czwórki, piękne tereny, na pewno się jeszcze tam wybierzemy. I było urokliwie, i wesoło, i właśnie Paweł powiedział “ale mamy świetną niedzielę”…i zjechaliśmy ze szlaku. Zabrakło znaku a my pojechaliśmy w prawo zamiast w lewo i to był wielki błąd. Z tego miejsca pragnę zaapelować do Straży Miejskiej, którą u progu tego błędu spotkaliśmy aby z łaski swojej ludzi z małymi dziećmi informowali o tym, że tą drogą, to lepiej nie. Przez 45 minut pokonywaliśmy coś na kształt wydm, miałki, wysoki piach, upał nieziemski, żywej duszy… Paweł mówił “zawróćmy” a ja myślałam, że skoro strażnicy nas tu puścili to oznacza, że za moment zacznie się normalna ścieżka, bardzo się myliłam. Dzięki niebiosom mieliśmy w plecaku butelkę wody, bez niej była by tragedia, serio. Na domiar złego, na koniec tej pustynnej przygody urwał się fotelik Majki. Dzięki dobrym ludziom z Raciborza udało nam się go zreperować i pojechać dalej (już asfaltem). Och, jak smakowało po wszystkim piwo, lody i obiad w mleczaku!

Ps. Dodaję mapkę przejazdu, cyferki 20, 21 i 22, to nasza gehenna…ale 30 km strzeliliśmy!

10572792_10203517974781505_1762207459_n

Katowice i okolice

Dwa tygodnie temu wybraliśmy się na małą wycieczkę. Tradycyjnie niedzielę zaczęliśmy Przystankiem Śniadanie. Nasza ulubiona forma pożywiania się. Zdrowo, przyjemnie, w centrum Katowic lecz w parku. Mniam mniam!

Miejscem docelowym wyjazdu był Park Śląski. Tym razem postanowiliśmy skorzystać z odnowionej elki. Dzieci miały niezłą frajdę, no pomijając małego zestresowanego bohatera, pana T. 😉 Póki tata mocno trzymał było oczywiście OK! Troszkę sobie powspominaliśmy nasze przejazdy poprzednie, a było to dość dawno bo jakieś 20 lat temu! Obłęd!

Trafiła nam się jeszcze jedna stacja, widoczna na zdjęciu z góry. Na jednej z wysepek powstały Kontenery Cooltury. Fajne miejsce, plaża, leżaki, pycha jedzenie, muzyka, John Lemon i chill. No to chillowanie zostało uskutecznione sensownie. Do następnego razu!

collage1 collage2 collage3 collage4 collage5